I coż, że ze Szwecji?

To pytanie będące ćwiczeniem pobudzającym aparat mowy stało się także skojarzeniem dotyczącym podejścia do radzenia sobie z pandemią w Europie.

Pamiętamy burzę medialną, wywołaną informacjami o Szwedach, którzy w pierwszych miesiącach pandemii pozwolili sobie na odmienne od reszty Europy reguły wobec wirusa. Dominował pogląd, że Szwedzi skazali swoich seniorów na samotność, izolując ich od reszty społeczeństwa i przyzwalając na możliwość kontaktów w miejscach publicznych młodszych grup, a szczególnie preferując młodość, która może być obietnicą zysku na rynku ekonomicznym. Jak zwykle w takich powierzchownych analizach włączenie moralizatorskiego tonu robiło wrażenie na zagubionych konsumentach mediów: uciekano się więc do polskich chwalebnych przykładów pomocy seniorom (pomoc w zakupach, obiady). Zapominając jak potraktowano Domy Opieki Społecznej, czyli nie zapewniając w sytuacji kryzysu profesjonalnej opieki i jak traktowano lekarzy i pielęgniarki odmawiając im możliwości robienia codziennych zakupów (przykład z Poznania i „ekskluzywnego” sklepu z chlebem).

Droga czytelniczko i czytelniku, tych przykładów jest znacznie więcej, ale też zrozumiały jest mechanizm wyparcia koszmaru pandemii. Miejmy nadzieję, że w dogodnym czasie, jako społeczeństwo powrócimy do rozważenia pewnych bolesnych kwestii, które ujawniła pandemia. Myślę, że brak zrozumienia wobec postaw praktykowanych w Szwecji wynikał z niedostatków naszej wiedzy na temat tej kultury, choćby jej szacunku do indywidualizmu mającego źródło w tradycji religijnej, uwarunkowań geograficznych i geopolitycznych.

Sięgając do książki Katarzyny Tubylewicz, Samotny jak Szwed, o ludziach Północy, którzy lubią bywać sami (Wydawnictwo Wielka Litera 2021), sama porzucałam mity i pewniki o Szwedach. Książka jest zapisem podróży matki i syna w czasach pandemii. Pisarka i młody fotograf ukazują nam kraj, który dla Tubylewicz był drugim domem, miejscem rozwoju intelektualnego, aktywności dyplomatycznej (attaché kulturalny) i nieustanną inspiracją dla twórczości pisarskiej, translatorskiej. Natomiast autor zdjęć Daniel Tubylewicz opowiada za pomocą obrazu o swoim zadomowieniu, a raczej relacji z tajemnicą natury skandynawskiej. To piękne kadry, które bywają melancholijne, a czasem odwołują się do naszych archetypowych tęsknot do natury: łąk, lasów, wysp, także tych zapamiętanych za sprawą filmów Ingmara Bergmana. Autorzy docierają do jednego z takich miejsc, które związane jest z twórcą Persony.

Daniel Tubylewicz swoimi kadrami nie opowiada wprost o szwedzkim umiłowaniu indywidualizmu, które poza kontrolą może być gorzką samotnością. W jego zdjęciach ujawnia się zmysł obserwacji jak w malarskich opowieściach amerykańskiego artysty Edwarda Hoopera, który kadrował samotność odwołując się do konkretu: przestrzeni wieczornego bistro, wagonu, pustego pokoju. Elementem tego pejzażu był człowiek i miasto. Współautor Samotnego jak Szwed… utrwala samotność natury, która dopiero zaprasza do praktykowania swojej osobności. W matczyno-synowskim spojrzeniu, współgra nie tylko słowo z obrazem, ale wybór osób, które nam o tym kraju opowiadają.

Katarzyna Tubylewicz zaprasza do swoich rozmów: Polkę, Evę Heller Ekbald psychoterapeutkę z bagażem doświadczenia emigracji społeczności żydowskiej, której trudy odnalezienia się w nowej kulturze pomagają teraz zrozumieć doświadczenia uchodźców. Paradoksalnie rozmowa z lekarzem medycyny paliatywnej Peterem Strangiem, który z otwartym sercem humanisty rozważa aspekty samotności w obliczu śmierci niesie dużo światła i nadziei. We wszystkich rozmowach ujmująca jest świadomość pozytywnych i negatywnych aspektów szwedzkiego indywidualizmu i oswajanej samotności, jak choćby rozmowa z dziennikarką, animatorką społecznych dyskusji Stiną Oscarson, ukazującą zagrożenia, które niesie pomysł odpisywania od podatku usługi: towarzystwa dla ludzi starszych: na przykład wspólne wypicie herbaty, upieczenie ciasta.

Lektura zaskakuje odwagą podejmowanych problemów egzystencjalnych: dziecięce doświadczenie Holocaustu, śmierć, samotność, jednak autorka nie epatuje powagą, ale zachęca, aby spotkać się przy symbolicznym społecznym stole i nauczyć się ujawniać prawdę o nas samych wbrew kuszącym uproszczeniom i stereotypom.


Agnieszka Kulig