Rzekł jej Jezus: Nie dotykaj mnie, bo jeszcze nie wstąpiłem do Ojca; ale idź do braci moich i powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego, do Boga mego i Boga waszego. I przyszła Maria Magdalena, oznajmując uczniom, że widziała Pana i że jej to powiedział. J 20, 17-18

Wczesnym rankiem, przy pustym grobie, zrozpaczona Maria Magdalena chce wiedzieć co stało się z ciałem jej Nauczyciela. W zagubieniu i łzach odnajduje ją Jezus. Maria myli Go z ogrodnikiem. Czy Jezus inaczej wygląda? Czy to wzburzenie i łzy nie pozwalają Marii od razu Go rozpoznać? Gdy Jezus zwraca się do niej po imieniu, kobieta na nowo widzi rzeczywistość. Chce go powitać, przytulić, dotknąć. Lecz On ją zatrzymuje: „Nie dotykaj mnie!”.

Te słowa Jezusa brzmią na nowo w Wielkanoc, gdy świat zmaga się koronawirusem. Nam nie wolno dotykać. Własnych ust, klamek, przedmiotów. Nam nie wolno być blisko, podawać ręki, czy kogoś objąć. Mamy zachować bezpieczną odległość. To oczywiste, kwarantanna. Sytuacja jest wyjątkowa i wymaga zastosowania nadzwyczajnych środków bezpieczeństwa. Czy tak jest w Ewangelii?

Noli me tangere. Nie dotykaj mnie – mówi Zmartwychwstały. Lecz nie oznacza to zakazu kontaktu. Gdyby Jezus chciał odizolować się od Marii w ogóle by do niej nie podszedł. Nie pytałby skąd jej łzy, nie zwróciłby się do niej po imieniu.

Jezus widząc zrozpaczoną uczennicę chce podarować jej dowód zmartwychwstania – swoją obecność. Ale zakaz dotykania powoduje, że Maria patrzy na Nauczyciela inaczej. Nie skupia się jedynie na fizycznej obecności Jezusa, ale na zadaniu. Zostaje Apostołką apostołów.

Zmartwychwstanie jest złamaniem wszelkich zasad. Ludzkie ciało umiera, a potem się rozkłada. Człowiek nie może „z martwych wstać”, bo jego fizyczne ciało ma swój kres. Lecz Bóg w Chrystusie pokonuje śmierć. Pokonuje też nasz dystans, naszą niechęć, nasze wątpliwości, nawet naszą ignorancję. Bóg chce być prawdziwie obecny w naszym życiu.

Jezusowe zawołanie „Nie dotykaj mnie” jest przygotowaniem Marii Magdaleny, uczniów, ale także nas na JEGO obecność jakiej teraz doświadczamy. Wierzymy, że Jezus Chrystus żyje. Jest z nami zawsze, nawet gdy nie możemy Go zobaczyć lub dotknąć. On jest i będzie, jak obiecał – przez wszystkie dni, do skończenia świata.

Zmartwychwstały odnajduje nas jak Marię, przy swoim pustym grobie. Nam też zdarza się płakać. Czasem Go szukamy i nie potrafimy rozpoznać. Chcielibyśmy Go dotknąć, ale On chce byśmy sięgnęli dalej.

Jezus jest z nami nie tylko w te Święta Zmartwychwstania Pańskiego. Jest z nami w Słowie i sakramencie. Jest z nami w drugim człowieku, nad którym się pochylamy, którego wspieramy. Jest obecny, gdy pokonujemy dzielący ludzi dystans, nie tylko fizyczny, lecz także tkwiące w nas uprzedzenia.

On zachęca nas byśmy do siebie na różne sposoby docierali, stawali się dla innych błogosławieństwem, nawet jeśli nie możemy się dotknąć: „Nowe przykazanie daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem; abyście się i wy wzajemnie miłowali. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie”. (J 13, 34-35)

Agnieszka Godfrejów-Tarnogórska