O wieży Babel i świętach Zielonych…

Cała ziemia miała jeden język i jednakowe słowa. Podczas swojej wędrówki ze wschodu znaleźli równinę w kraju Synear i tam się osiedlili. I mówili jeden do drugiego: Nuże, wyrabiajmy cegłę i wypalajmy ją w ogniu! I używali cegły zamiast kamienia, a smoły zamiast zaprawy. Potem rzekli: Nuże, zbudujmy sobie miasto i wieżę, której szczyt sięgałby aż do nieba, i uczyńmy sobie imię, abyśmy nie rozproszyli się po całej ziemi! Wtedy zstąpił Pan, aby zobaczyć miasto i wieżę, które budowali ludzie. I rzekł Pan: Oto jeden lud i wszyscy mają jeden język, a to dopiero początek ich dzieła. Teraz już dla nich nic nie będzie niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. Przeto zstąpmy tam i pomieszajmy ich język, aby nikt nie rozumiał języka drugiego! I rozproszył ich Pan stamtąd po całej ziemi, i przestali budować miasto. Dlatego nazwano je Babel, bo tam pomieszał Pan język całej ziemi i rozproszył ich stamtąd po całej powierzchni ziemi.
1 Mż 11,1-9

A gdy nadszedł dzień Zielonych Świąt, byli wszyscy razem na jednym miejscu. I powstał nagle z nieba szum, jakby wiejącego gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, gdzie siedzieli. I ukazały się im języki jakby z ognia, które się rozdzieliły i usiadły na każdym z nich.I napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i zaczęli mówić innymi językami, tak jak im Duch poddawał.
Dz 2, 1-4

Moja wieża Babel. Misternie wypełniona planami, zadaniami, osiągnięciami. Wieża, którą chcę dosięgnąć Boga, a może nawet wejść w Jego kompetencje, zadecydować za siebie, rozporządzać swoim życiem bez oglądania się na Niego, bez oglądania się na innych, jakby było tylko moje. Moja wieża Babel. Wybudowana, by też czasem kontrolować ludzi wokół mnie, by decydować o ich życiu, by być jak Bóg.

Nasza chrześcijańska wieża Babel. Budowana w przekonaniu, że sięgniemy nieba, że razem lepiej się buduje, że mamy imię i to załatwia sprawę. Utworzona z dobrych intencji, świadomości, że wiemy najlepiej i możemy mówić ludziom jak żyć. Lecz czy sami to potrafimy? Czy nie widzimy jak pomieszane są nasze relacje, jak niezrozumiałe języki. Czy nie dostrzegamy, że zamiast głosić Chrystusa, próbujemy uwiecznić siebie? Bez Boga, bez Chrystusa, bez Bożego Ducha możemy głosić piękne idee, lecz słowa to za mało. Potrzebne są czyny. Bo imię zobowiązuje, a nie jest etykietą, która pozwala nam cieszyć się dobrym samopoczuciem. Nasza chrześcijańska wieża Babel. Czasem miejsce odizolowania, odcięcia się od tych gorszych, innych, od jakże złego świata?

Budujemy wieże. Te własne, które pielęgnujemy i poprawiamy oraz takie wspólne, które wznosimy w swoich społecznościach. Wieże, które budowane są często na błędnych założeniach. To nie wieże są naszym problemem, ale intencje jakie kryją się pod chęcią budowania. Bo my już wiemy jak być powinno i jak zorganizować nasze życie i świat. Pozornie z Bogiem, ale bez Boga. Dlatego doświadczamy konfliktu. Poczucie wyobcowania i rozproszenie, podzielenie wynika z tego, że chcemy być jak Bóg. Skłócenie jest w nas i wokół nas. Jakby ogarniał nas wszechobecny bałagan. Bo poza Bogiem nie sposób doświadczyć porządku, nie można tworzyć jedności.. Można podejmować próby naprawy czy łatania naszego życia, można też o jedności mówić i do niej zachęcać. Lecz to jej nie zbuduje.

Historia zbawienia to historia Bożej obecności. To opowieść o Bogu, który prawdziwie JEST, który jest obecny, wyznacza drogę, lecz też ciągle w niej towarzyszy, w obłoku, w ogniu, w wietrze, w Słowie. Lecz to też opowieść o człowieku, który chciałby być jak Bóg, samostanowić o wszystkim, także o swoim zbawieniu. Można więc trwać w wieży, w przekonaniu o swojej wielkości, samodzielności, doskonałości i przegapić łaskę, a także darowaną nam w Chrystusie wolność.

By znalazło się w naszym życiu miejsce dla Boga musi zawalić się wieża naszej pewności, byśmy mogli odkryć kim naprawdę jesteśmy, dostrzec własne problemy i niedoskonałość, zobaczyć swoją słabość i przywitać się z nią. By dostrzec ludzi wokół nas powinna runąć wieża naszego komfortu, powinniśmy wyostrzyć wzrok i patrzeć dalej naśladując Chrystusa i ucząc się od Niego miłości. By nasze życie zyskało sens potrzebujemy doświadczyć śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Tak jak uczniowie przejść od rozpaczy do nadziei, ze śmierci do życia. Wtedy znajdzie się czas i miejsce na to ,byśmy usłyszeli szum, by hałas i zamieszanie zyskał harmonijną melodię, by zapłonął w nas ogień i by nasze życie nabrało wreszcie sensu. Byśmy doświadczyli obecności Bożego Ducha. Zesłanie Ducha Świętego ukazuje nam prawdę o Bożym działaniu, o tym, że dla Niego wszystko jest możliwe, a my możemy mówić i żyć inaczej, słuchając „podpowiedzi” Ducha i oddając się w ręce Boga. Pozwólmy Mu działać.

Agnieszka Godfrejów-Tarnogórska