Wielki Piątek

Wzgardzony był i opuszczony przez ludzi, mąż boleści, doświadczony w cierpieniu jak ten, przed którym zakrywa się twarz, wzgardzony tak, że nie zważaliśmy na Niego. Lecz on nasze choroby nosił, nasze cierpienia wziął na siebie. A my mniemaliśmy, że jest zraniony, przez Boga zbity i umęczony. Lecz on zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze. Ukarany został dla naszego zbawienia, a jego ranami jesteśmy uleczeni. Iz 53, 3-5 (tekst pełny Iz 52, 13-15; 53, 1-12)

Od dziecka te słowa Izajasza prowadzą mnie we wspomnieniach do nabożeństwa wigilijnego i wielkopiątkowego. Będąc dziewczynką, wraz z innymi dziećmi, recytowałam w wigilijny wieczór zapowiedzi proroków o Mesjaszu. Tekst Izajasza był jednym z najdłuższych tekstów do nauczenia i do tego niezrozumiałym dla dziecka. Bo skąd nagle takie straszne słowa w wigilijny wieczór, gdy mowa o narodzinach Jezusa, aniołach głoszących pokój i radość? Wiedziałam, że przyjdzie Wielki Piątek, lecz odczuwałam niepokój przywołując go już w Boże Narodzenie. Dzisiaj wiem, że narodziny Jezusa były kontynuacją Bożego planu, którego kulminacją jest Wielki Piątek, a następnie Wielkanoc.

Poruszające słowa proroka Izajasza pozostają we mnie. Podobnie jak Wielki Piątek to osobiste doświadczenie. Bo dzisiaj odkrywam Jezusa, mojego Zbawiciela. W kolorach wiosny i wielkanocnych zwyczajach trudno go szukać. Pośród zewnętrznych obchodów Świąt Wielkiej Nocy, gdy wszędzie królują zajączki i jajka też go nie znajduję. Bo ten izajaszowy Sługa Jahwe nie jest atrakcją, nie jest chwytliwą, idylliczną reklamą nieba, która mógłby kogoś zainteresować.

Kiedy się zatrzymuję w Wielki Piątek, aby zrozumieć sens mojego świętowania to odkrywam Jezusa poniżonego, cierpiącego, zranionego, zamęczonego. Słowa Izajasza przenoszą mój wzrok z osobistego świętowania na Tego, który został za mnie zraniony. Z trudem zatrzymuję się na poszczególnych słowach, uderzają niczym baty podczas chłosty. Uderzają nie mnie, lecz Jego, bo przecież „on zraniony jest za występki nasze”. Widzę Jezusa poświęconego dla mnie. Moje błędy mają swoje konsekwencje. Powinnam je ponosić, ale wiem, że nie jestem w stanie sama naprawić swojego życia. Nie byłabym zdolna do takich poświęceń. Żaden najmądrzejszy, najsilniejszy czy najdoskonalszy człowiek nie jest zdolny. Potrafi to Bóg. Po raz kolejny odkrywam moją niemoc i Jego moc. Moje błędy i Jego miłość. Potrzebuję Jezusa, potrzebuję Bożej pomocy, potrzebuję światła, potrzebuję śmierci i zmartwychwstania. Wielki Piątek kończy się śmiercią, ale nie jest końcem. Strata staje się zyskiem. Mimo bólu jaki wywołują wydarzenia Wielkiego Piątku towarzyszy mi nadzieja. „Chrystus jest pokojem naszym” (Ef. 2, 14.)

Agnieszka Godfrejów-Tarnogórska