Z czułością o trudnej przeszłości. Refleksje nad książką Kacpra Pobłockiego “Chamstwo” . (Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2021)

Zdarza nam się przeglądać stare albumy rodzinne? Oczywiście skłonni jesteśmy praktykować ten rytuał przy okazji porządków lub perspektywy zjazdów rodzinnych biesiadowania świątecznego. Nie zawsze chwila pamięci z fotografiami rodzinnymi jest przyjemnością. Wspominanie może pogłębić poczucie tęsknoty wobec tych, którzy odeszli lub poczucia niewyjaśnionej przykrości wobec najbliższych, wypowiedzenia niestosownych słów. Smutek pogłębia nieodwracalność sytuacji. Powrót do przeszłości i naprawa złego zachowania jest niemożliwa. Pomyślałam o takiej sytuacji po lekturze książki, Chamstwo Kacpra Pobłockiego, antropologa społecznego i historycznego. Autor proponuje nam studium mikroświata pańszczyźnianego. To wnikliwa próba rozprawienia się z bolesną prawdą przeszłości: przemocy wobec najsłabszych, skazanych na pracę w nieludzkich warunkach, przyzwolenia na przemoc seksualną wobec kobiet i okrucieństwa wobec dzieci. Dlaczego odwołałam się do skojarzenia z albumem rodzinnym? To dość powszechna słabość, aby zachować w pamięci tylko dobre skojarzenia rodzinne lub chwalebne jeśli chodzi o naszą przeszłość, historię Polski. Po odzyskaniu wolności w latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku wskrzeszaliśmy między innymi mity pięknych dworków, sielskiej wsi: miodem i mlekiem płynącej, gdzie nikt nie znał trudu pracy, a właściciele dworków byli wzorowymi patriotami i dobrymi panami. Jak zauważa autor, mit wsi zgodnej i pogodnej wyrasta z korzeni ideologii patriarchalnej. Fraza – niewolnicza praca, zarezerwowana była dla wątków historii w odległych miejscach. Namysł Pobłockiego nie jest jedynie bolesnym przypominaniem okrucieństwa pańszczyzny. Nie jest to akademickie przypominanie dat, ważnych wydarzeń historycznych. Autor próbuje zrekonstruować dla nas przeszłość przywołując zmarginalizowanych bohaterów, więc do swojej narracji wplata pieśni ludowe, opowieści ludowe o krainach, w których można najeść się do syta (plebejska utopia o krainie pieczonych gołąbków), gdzie równość jest czymś naturalnym. Przyznaję, że autor jest bardzo konsekwentny w stosowaniu mechanizmu odklejania polskiej wsi od mitu szczęśliwych chłopów: posłusznych wobec panów, biernych wobec ich okrutnych pomysłów. Opisuje więc strategie słabych i prób upodmiotowienia swoich działań. Radzono więc sobie z ujawnieniem krzywdy i niesprawiedliwości sięgając do pieśni, muzykowania, czy opowieści o heroicznych sprawiedliwych bohaterach. Pobłocki rekonstruuje całe teatrum gry chłopów z panem: wykorzystywania umiejętności posiłkowania się maską potulnego chłopa, aby zachować minimum do egzystencji dla siebie i rodziny. Dlaczego polecam Państwu lekturę momentami trudną (zwłaszcza opisy stosowania przemocy), bo jest to książka solidnie poparta źródłami historycznymi, refleksją antropologiczną. Napisana dla współczesnego czytelnika, który potrzebuje zarysu kontekstu, porównań bardziej oswojonych we współczesnej kulturze, a czyta się ją jak dobrą jak powieść. Książka jest jednak wyjątkowa, bo czuje się w niej czułość autora wobec tych, których refleksja historyczna i literatura piękna traktowała jako bezimienne tło do kompozycji heroicznych dziejów, których formatowano do stereotypu lenistwa, gnuśności, uporu. Przeglądanie rodzinnych fotografii nie powinno ograniczać się do umocnienia „rodzinnych legend”. Książka Pobłockiego też jest przekraczaniem mitów i stereotypów, momentami bolesna przynosi ukojenie w postaci wiedzy.

Agnieszka Kulig