Być dobrym dla siebie

Mam wrażenie, że tym razem chcemy mocno wierzyć, że początek roku to obietnica nadziei. Jesteśmy wzbogaceni o doświadczenie radzenia sobie w czasie niepewności. I choć naszą aktywność ograniczają obostrzenia pandemiczne podejmijmy wysiłek, aby nie ulegać pesymistycznym nastrojom, a docenić to, co mamy w tym momencie.

Tym razem nakaz, aby żyć chwilą, nie jest banalnym stwierdzeniem. Jednak, aby sobie pomóc w tym trwaniu nadziei, zadbajmy przede wszystkim o siebie. Nie proponuję egoistycznego zamykania się na potrzeby innych, ale o rozważenie: jak myślimy o sobie? Czy porównując się do innych, nie przyjmujemy ról bardzo surowych krytyków? Nie umiemy doceniać własnych ambitnych działań, na przykład podjęcia wymarzonych studiów, kursów lub naszą determinację, aby poświęcać najbliższym czas na poważne rozmowy, odkładane, bo świat nas kiedyś wzywał. Myślę, że wielu z nas z wielkim szacunkiem traktuje swojego wewnętrznego krytyka, który niezawodnie przypomni nasze niedociągnięcia, reaktywuje kompleksy. Nie potrzebujemy złośliwych komentarzy koleżanek i kolegów na swój temat, bo sami sobie fundujemy negatywny pakiet, odtwarzając swoje porażki. Problem nie tkwi tylko w nas, ale wynika z pewnych uwarunkowań kulturowych, bowiem chcemy sprostać wzorcom sukcesu, które konkretnie określają, co należy do pakietu szczęścia. A jeśli w naszym życiu brakuje pewnych elementów z owego pakietu uznajemy, że jesteśmy przegrani i możemy nadal karmić wewnętrznego krytyka.

Proszę pomyśleć, jak współczesna szkoła próbuje ambitnie pielęgnować umiejętności uczniów, podtrzymując przekonanie, że sumienna nauka może zapobiec porażkom i kryzysom. Zgłaszam prywatny postulat: powinniśmy oswajać się z porażką od początku edukacji, bowiem jest ona częścią naszego życia. Dziecko nie dostanie niezliczonej ilości zabawek, uczeń szkoły podstawowej nie będzie przynosił codziennie najlepszych stopni, nie wygra wszystkich olimpiad i turniejów sportowych. Doświadczanie porażki z mądrymi nauczycielami, trenerami sportowymi może być okazją wzmocnienia młodego człowieka w konfrontacji z sytuacjami kryzysowymi. Poczucia własnej wartości nie buduje tylko sukces, ale właśnie doświadczenie kryzysu. Jest jeszcze ważny element, mianowicie umiejętność korzystania z rywalizacji, która powinna wzmacniać postępy. Istotne jest także wypracowanie czujności wobec presji porównywania siebie z innymi. Zatracenie się w tym działaniu może być pożywką dla toksycznego wewnętrznego krytyka.

Przebywając w zalecanym dystansie zastanawiałam się jaką przestrzeń wygospodarował mój wewnętrzny krytyk i sięgnęłam do książki: „Jak uciszyć wewnętrznego krytyka i uwierzyć w siebie”, autorstwa Aliny Adamowicz i Joanny Godeckiej (Wydawnictwo Muza 2020). Przyznam, że nie jestem zwolenniczką poradników z kategorii: „jak nauczyć się szczęścia w ciągu weekendu”, ale książka jest napisana bez zadęcia eksperckiego.

Autorki proponują konkretne ćwiczenia, które mogą być wsparciem w procesie wyciszania wewnętrznego krytyka i otwarcia się na nowy styl myślenia i nowe nawyki. Na przykład ciekawą propozycją jest sporządzenie prywatnego dzienniczka inspiracji, w którym zapisujemy marzenia, określając termin realizacji, a więc staje się ono z czasem celem, który z kolei podzielony na etapy przekształca się w plan, a wsparty działaniem staje się rzeczywistością. Autorki zalecają, aby taki dzienniczek zapisywać ręcznie, bowiem oddziałujemy w ten sposób na umysł. Warto zapisywać inspirujące cytaty, gromadzić ciekawe zdjęcia, artykuły. Praca nad dzienniczkiem powinna być codziennym rytuałem, który otwiera umysł i serce na zmiany.

Autorki zalecają także sporządzenie listy pozytywnych stwierdzeń o sobie, na przykład: „Jestem ciekawa świata”, „Lubię się śmiać”. Zapisanie takiej listy, a potem jej codzienne odczytywanie pozwala odkryć wrodzone zdolności i doświadczyć pozytywnych uczuć wobec siebie. Proces wypracowania, zdrowej, pozytywnej opinii o sobie wymaga cierpliwości. Wykorzystajmy ten szczególny czas, aby wzmocnić siebie zanim zaczniemy działać dla wspólnoty

Agnieszka Kulig