Powiew Ducha

W 1572 roku, tuż po nocy św. Bartłomieja, wielki szkocki reformator John Knox zauważył w swoim kościele francuskiego ambasadora i prosto z kazalnicy wygrzmiał: „Wracaj do domu i powiedz swojemu panu, że jest mordercą”. Knox należał do tego rodzaju ludzi, po których nikt by się nie spodziewał czegoś wielkiego. Pochodził z nieznaczącej rodziny. Był niewysoki, słaby, płochliwy. Kiedy po raz pierwszy poproszono go o wygłoszenie kazania, odmówił, a później, przez natarczywość proszących, wybuchnął płaczem i uciekł z kościoła. Potomność zapamiętała go pod przezwiskiem „grzmiącego Szkota”.

Trzy stulecia po założeniu Kościoła chrześcijańskiego przeciw wysokiemu i przystojnemu heretykowi Ariuszowi wystąpił mały i korpulentny biskup Aleksandrii, znany dzisiaj jako święty Atanazy. Ariańska herezja prawie że podbiła wówczas cały chrześcijański świat. Atanazy zaś, broniąc prawdy, wystąpił przeciw całemu światu – i zwyciężył.

Nie mamy opisu zewnętrznego wyglądu apostoła Piotra. Wiemy natomiast z Pisma Świętego, że był człowiekiem prostym i skorym do nieprzemyślanych wypowiedzi, o których szybko zresztą zapominał. W czasach służby Pana Jezusa na ziemi wyróżniał się niesamowitą zdolnością wszystko rozumieć źle. Jedyną właściwie rzeczą, którą wówczas uchwycił dobrze, była rzecz najważniejsza: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (Łk 9:20). Ten właśnie człowiek dostał od Chrystusa trzykrotne polecenie: „Paś owieczki moje” (J 21:15-17)

Co jednak sprawia, że mali i słabi ludzie, jak Piotr, Atanazy czy John Knox potrafią przeciwstawić się całemu światu? Co sprawiło, że Piotr, przed chwilą drżący ze strachu w swojej komorze wyszedł na światło dzienne i swoim kazaniem nabył dla Chrystusa trzy tysiące osób, które „trwały w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach” (Dz 2:41-42)? Na takich właśnie ludziach – słabych, płochliwych, grzesznych, przeobrażonych jednak przez Ducha – buduje Bóg swój Kościół.

Rozważając historię o zesłaniu Ducha Świętego, nie sposób pominąć tak przecież charakterystycznych szczegółów Bożego działania. Towarzyszył mu szum, podobny do dźwięku wielkiego wiatru, ale Pismo nie mówi nic o rzeczywistym, fizycznym wichrze, nie zabrakło też języków płomienia, które jednak nie paliły. Te obrazy odsyłają nas do Księgi Wyjścia, kiedy to Bóg wybrał jąkałę Mojżesza na swojego proroka i cudotwórcę, aby przemawiał przed Faraonem i wyzwolił naród wybrany z egipskiej niewoli. Bóg objawił się Mojżeszowi pod postacią samoistnego ognia – ognia, który nie potrzebuje chrustu, by płonąć, lecz mającego moc sądzenia i oczyszczania.

Dzień zesłania Ducha Świętego był jednocześnie dniem założenia Kościoła Chrystusowego i początkiem misji śmiałego głoszenia Królestwa Bożego, służenia raczej Bogu, niż ludziom. Oczyszczający ogień Boga uświęcająco działa w duszach wybranych, „sprawia chcenie i wykonanie” (Flp 2:13), dławi lęk i powoduje miłość i odpowiedzialność wobec Boga, własnej duszy i naszych bliźnich. Nie dajmy się od Boga odwrócić, lecz gromadźmy „sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną” (Mt 6:20).

Alexander Fesenko