Trzeci Tydzień Czasu Pasyjnego

Bądźcie więc naśladowcami Boga jako dzieci umiłowane, I chodźcie w miłości, jak i Chrystus umiłował was i siebie samego wydał za nas jako dar i ofiarę Bogu ku miłej wonności. A rozpusta i wszelka nieczystość lub chciwość niech nawet nie będą wymieniane wśród was, jak przystoi świętym, Także bezwstyd i błazeńska mowa lub nieprzyzwoite żarty, które nie przystoją, lecz raczej dziękczynienie. Gdyż to wiedzcie na pewno, iż żaden rozpustnik albo nieczysty, lub chciwiec, to znaczy bałwochwalca, nie ma udziału w Królestwie Chrystusowym i Bożym. Niechaj was nikt nie zwodzi próżnymi słowy, z powodu nich bowiem spada gniew Boży na nieposłusznych synów. Nie bądźcie tedy wspólnikami ich. Byliście bowiem niegdyś ciemnością, a teraz jesteście światłością w Panu. Postępujcie jako dzieci światłości. Bo owocem światłości jest wszelka dobroć i sprawiedliwość, i prawda.
List do Efezjan 5,1-9

Jednym z cudów, jakich dokonywał Jezus było przywracanie wzroku niewidomym. Wzrok wraz z pozostałymi zmysłami pozwala nam poznawać otaczający świat. Dzięki niemu możemy zobaczyć to, co przyciąga, zachwyca lub bulwersuje. Oczy przekazują nam obrazy, które pozostają w pamięci jako mapa życia. Kiedy wzrok trochę szwankuje możemy go wspomóc, nosząc okulary. Czasami odwracamy wzrok by czegoś nie zobaczyć. Innym razem zamykamy oczy, kiedy chcemy odpocząć. W ten sposób pozwalamy odpocząć mózgowi, który nie jest bombardowany bodźcami. Ale jak to jest nic nie widzieć, żyć w wiecznej ciemności?
Tego być może nie doświadczymy. I bardzo dobrze. Bowiem ciężko jest mi sobie wyobrazić, że nagle przestanę widzieć świat, który jest wokół mnie, który czasami przeraża, fascynuje, ale najważniejsze to to, że mogę go widzieć. Choć są możliwości włożenia specjalnych okularów i sprawdzenia, jak to jest. To jest to tylko chwilowe.

Apostoł Paweł napisał do Efezjan, że oni byli ciemnością. Poprzez grzech chodzili w ciemności. To powodowało, że ich ciała, dusze przepełnione były tym co nie pozwalało im dostrzec światła. Taki stan mógłby trwać bardzo długo, gdyby nie Krzyż Jezusa Chrystusa. On poprzez swoją śmierć pozwolił na to, by światło ponownie mogło zagościć w naszej codzienności. Zasłona w świątyni została podarta. My także po nocy, kiedy rozpoczynamy nowy dzień rozsuwamy zasłony, podnosimy żaluzje, rolety, aby to naszych domów, mieszkań mogły wniknąć promienie słoneczne. Wiosną możemy zaobserwować, że robią to dość nieśmiało, ale później poczynają sobie już śmielej.

Ta świątynna zasłona także nie pozwalała wejść światłu. Dopiero jej przedarcie otworzyło światłu drogę. Czasami zdarzają się momenty, kiedy z różnych powodów błądzimy w ciemności. Jednak taka rysa to nic złego. Przez nią bowiem może wejść do środka światłość.

Chrystus oddał samego siebie za innych. On kochał ludzi i nadal nas kocha. Dowodem tego jest fakt, że na Golgocie poniósł śmierć za nas. Każdego z nas. W odpowiedzi na ten wielki dar, powinniśmy objawiać światu Boga, który jest pełen miłości. Szczególnie możemy to uczynić poprzez obdarzanie innych miłością. Tak jak Bóg nas nią obdarzył.

Apostoł Paweł nawołuje wręcz do naśladowania Boga. Wezwanie bardzo ambitne, bo stawiające za wzór Kogoś, kto jest samą dobrocią, miłością i doskonałością, pod każdym względem. Jak możemy tego dokonać? W tym naśladowaniu Boga, najdoskonalszy wzór odnajdujemy w życiu Jezusa Chrystusa, który wielokrotnie kierował do swoich uczniów słowo: Pójdźcie za Mną, będące wezwaniem do naśladowania Jego postawy. Pouczał innych, zarówno swoim słowem, jak i przykładem życia. Bycie naśladowcą Chrystusa to bycie światłem dla świata. Nie oznacza to jednak, że mamy błyszczeć. Bycie światłem to służba dla drugiego człowieka. Trudna służba oświetlania drogi sobie i innym. Drogi, która ma prowadzić do Boga.

Nasze światło to zawsze odbicie światła. Jak księżyc odbija światło pochodzące od słońca, tak i my odbijamy światło pochodzące od Jezusa. Bycie dzieckiem światłości to znaczy także oddawać tę światłość na zewnątrz. Bowiem to światło mamy tylko powierzone, jeśli go nie będziemy przekazywać dalej to znaczy, że jeszcze chodzimy w ciemności. Musimy się także wystrzegać tego, abyśmy naszym życiem nie zasłaniali innym źródło światła. Nie możemy go bowiem schować i zachować go tylko dla siebie. Mamy się nim dzielić.

Paweł nie napisał, że kiedy zechcemy możemy być dziećmi światłości. A kiedy się nam znudzi to możemy sobie zrobić przerwę. Apostoł napisał, że teraz jesteśmy światłością i tak mamy żyć. Bez żadnych półśrodków. Mówiąc inaczej wiary – nie można zamknąć w puszce, postawić przykrytą pod wiadrem. Świeca pod kloszem gaśnie z braku tlenu. Podobnie umiera na naszych oczach dziś chrześcijaństwo w swoich ceremoniach i świętowaniu tradycji. Jeśli chrześcijaństwo, a także nasz Kościół chce przetrwać, to nie może pozwolić dać się zamknąć w religijnym getcie, ale musi być widoczne i czytelne dla otoczenia. Samo składanie świadectwa, przyznawania się do Chrystusa, to jeszcze nie wszystko. Za tą postawą muszą według słów Pawła iść jeszcze czyny. Taki też został przed nami postawiony swoisty program działania.

Mamy być jako dzieci światłości dobrzy, sprawiedliwi i chodzić w prawdzie. To wszystko dlatego, że otrzymaliśmy w Krzyżu Chrystusa ogromną Bożą łaskę, która jest darem i zadaniem. Nie można przyjąć samego daru, pomijając konieczność zrealizowania zadania, jakie się z nim wiąże. Dar to wyzwolenie z ciemności, z grzechu, z buntu. Zadaniem natomiast jest życie godne miana chrześcijanina, godne miana „dziecka światłości”.

Aby sprawdzić czy tak jest w naszym życiu, pomocny może być czas pasyjny. Jest to czas kiedy możemy spojrzeć na siebie. To czas porównania siebie nie ze światem, lecz z Bożym Słowem. Czas Pasji to trudny okres spojrzenia na ludzką grzeszność. Ale też jest zaproszeniem do Ewangelii. Do nowego życia. Przychodząc z Jezusem pod Krzyż, wyznając mu swój grzech możemy rozpocząć nowe życie.

ks. Marcin Liberacki